Średnio na jeża
Postawiłem więc na mniej tradycyjne środki i skorzystałem z usług największego publicznego domu... aukcyjnego. W pogoni za ulepszeniem własnego narządu szybko dałem zrobić się w, łagodnie to ujmując, penisa. Zaczęło się niewinnie - od nie mającacej nic wspólnego ze wspomaganiem potencji, lecz o wielce obiecującej nazwie "MACZUGI Z KOLCAMI". Była to nasadka żelowa z licznymi stożkowymi wypustkami, dzięki którym partnerka miała "szaleć z rozkoszy".
Hmmm, już samo zakładanie doprowadziło mnie do szaleństwa (nie muszę chyba wspominać, że gdy ma się problemy "ze staniem na baczność" zakładanie czegokolwiek graniczy z cudem niestety). Gdy już się z tym uporałem, moja dziewczyna wreszcie oszalała, ale ze śmiechu, bo wyglądało to, jakbym miał wielką stonogę między nogami zamiast "ptaszka". Po drugie ta "stonoga" zaczęła wydawać dziwne dźwięki "wchodząc do i wychodząc z norki", co przypominało miauczenie kota proszącego o jedzenie. Na dodatek wywoływało tu u mojej miłej takie łaskotki, że cały stosunek zaczął przypominać kabaret (nie muszę dodawać, co stało się w tym czasie z moim panem "P"…). Po wszystkim moja partnerka stwierdziła płacząc ze śmiechu, że jeszcze nigdy wcześniej nie kochała się z jeżem. A zoofilii to ja mówię NIE!