Gęsiego proszę!
Nie wiem, czy to dobrze czy źle, ale trafił się nam urolog-seksuolog, sympatyczny, raczej starszy pan, z życzliwym uśmiechem, choć przy stanie ducha, w jakim się aktualnie znajdowałam, miałam wrażenie, że każdego uśmiech jest szyderczy i wytykający. Szybko jednak zostałam wyproszona z gabinetu i zajęłam miejsce w poczekalni. Tam zerkały na mnie zewsząd plakaty uśmiechniętych par w połączeniu z rozweselonymi waginami i tańczącymi siusiakami. Na stolikach z kolei ułożone w stosy czekały czasopisma, gazetki i broszurki, informujące o tym, jak zadbać o zdrowie intymne, seksualne, jak pozbyć się problemów z erekcją, prostatą, z żylakami powrózka nasiennego, z wodniakiem jądra (cokolwiek to jest), itd. Poczułam się niemalże jakbym sama dysponowała penisem i coś mnie w nim zaczynało boleć… Na szczęście, zanim na dobre zaczęłam utożsamiać się z każdym męskim pacjentem i mieć urojone dolegliwości mego przyrodzenia, zostałam zaproszona do środka.
Wasze komentarze
ja zrozumialam, ze w osobnym pokoju pacjent musial 'wyprodukowac' nasienie i dac do zbadania. np. pielegniarce czy komus tam. czyli lopatologiczne mowiac zamkneli go w osobnym pokoju, dali jakies gazetki z golymi babami i musial sie doprowadzic do orgazmu.
Dodał: |2009-10-30 22:49|ok ,tylko jak przemiły pan doktor uzyskał od pacjenta owo nasienie ? ;0
Dodał: ciekawa |2009-10-30 22:23|